Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książkowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książkowo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 marca 2016

Jednym zdaniem o... (część I)


Od 79 dni moim wolnym czasem rządzą stosy książek.
Książki czytane.
Książki do przeczytania w pierwszej kolejności.
Książki przeczytane.
Książki, które trzeba na wczoraj oddać do biblioteki.
Książki moje. Książki pożyczone.
Czytadła. Podręczniki. Klasyka. Bajki...

Z każdym dniem coraz bardziej odczuwam jak szalonym pomysłem jest przeczytanie 366 książek w ciągu roku. W czasie jednej z rozmów moja ciocia spytała jak chcę udowodnić, że faktycznie przeczytałam te wszystkie książki. Tak właściwie nie mam potrzeby udowadniania komukolwiek czegokolwiek, ale postanowiłam o każdej książce napisać chociaż jedno zdanie. Nawet nie o samej treści, ale o tym czy książka podobała mi się czy nie. Czy mnie rozczarowała, czy pozytywnie zaskoczyła.

Dziś pierwsze dwadzieścia książek:

niedziela, 3 stycznia 2016

Podsumowanie literackie 2015

To był zdecydowanie szalony rok... Na tyle szalony, że podsumowanie pojawia się z lekkim poślizgiem.

Sama jestem zaskoczona moimi zeszłorocznymi statystykami. W ciągu ostatnich 12 miesięcy przeczytałam 246 książek, które w sumie miały 61775 stron. Średnio 251 stron na książkę (najmniej w przeciągu ostatnich 3 lat) i średnio 169 stron dziennie (tu z kolei najwięcej stron).

Najgrubsza książka miała 1216 stron. Było to The tale of Genji - klasyka literatury japońskiej, którą na dokładkę czytałam po angielsku. Na drugim biegunie znalazło się opowiadanie Edgara Allana Poe - Serce oskarżycielem, które miało zaledwie 5 stron.


Ten rok był zdominowany przez cienkie książki: 110 z nich nie przekroczyło 200 stron. Dla porównania książek, które przekroczyły 400 stron było 32.


Jak zwykle pojawiło się trochę wydawnictw specjalistycznych: tym razem było ich 22. Coraz chętniej sięgam też po książki w języku angielskim. W tym roku było ich 7.
Pozostając w temacie obcojęzycznym: jak co roku większość przeczytanych przez mnie książek to literatura zagraniczna. Tylko 36 książek pochodzi od rodzimych autorów.


Fizycznie w biblioteczce przybyło mi 44 książki.


2015 nie był rokiem wyzwań książkowych. Ale za to prawie pół roku spędziłam na przygotowaniu swojego prywatnego wyzwania 366 książek w 366 dni.


I klasycznie na koniec mój top 9.


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dziewczyna, która chciała zbyt wiele - Jennifer Echols

jennifer echols

Ona. Meg. Lat 17. Włosy w kolorze indygo i niebieskozielonym.

On. John. Lat 19. Włosy blond, prawie białe.

Ona. Buntowniczka lubiąca ryzyko, która nigdy nie oddzwania.

On. Świeżo upieczony policjant, bardzo przestrzegający wszelkich zasad.

Ona. Odlicza dni, do wyprowadzki z rodzinnego miasta.

On. Wbrew wszystkiemu został.



Oni. Dwoje młodych ludzi, na których zachowanie duży wpływ mają zdarzenia z przeszłości.

Oni. Dwoje pogubionych nastolatków zmagających się z demonami przeszłości.



Dziewczyna, która chciała zbyt wiele to moje pierwsze spotkanie z prozą Jennifer Echols. Prawdę powiedziawszy nie miałam jakichś konkretnych oczekiwań wobec książki... ot, kolejne czytadło. I muszę przyznać, że jestem całkiem mile zaskoczona. Autorka całkiem zgrabnie opowiedziała historię Meg i Johna. Ona cały czas walczy z chorobą i balansuje na krawędzi, żeby poczuć, że naprawdę żyje. On po tragedii z dzieciństwa za wszelką cenę nie chce dopuścić do kolejnej. Nie znając przeszłości drugiej osoby, bohaterowie wzajemnie się ranią i mniej lub bardziej świadomie wymuszają zmierzenie się z przeszłością.

Książka jest napisana prostym językiem i czyta się dość szybko. Idealnie nadaje się na wolne popołudnie.



okładka

niedziela, 24 maja 2015

Dziewczyna w czerwonej pelerynie - Sarah Blakley-Cartwright

Baśnie kojarzą się nam przede wszystkim z historiami pięknych dziewcząt i szarmanckich młodzianów, gdzie dobro zawsze wygrywa ze złem.

Baśnie rozbudzają wyobraźnię. Na kanwie klasycznych opowieści powstają zarówno bajki dla dzieci, jak i książki/filmy dla nieco starszych odbiorców.



Chyba każdy z nas zna historię Czerwonego Kapturka. Małej dziewczynki, która w drodze do domku babci spotyka złego wilka...

A teraz zamiast kapturka weźmy pelerynę, głównej bohaterce dodajmy klika lat. Wilk niech będzie bardzo rządny krwi. Dodajmy do tego małą osadę, ciemny las oraz domek babci. Oprócz tego wątek miłosny i umiejętne zinterpretowanie baśni.
Właśnie zyskaliśmy pomysł na hit.

(Prawdopodobnie) tak powstał pomysł na scenariusz Dziewczyny w czerwonej pelerynie. A następnie książka na motywach scenariusza.
Film planuję obejrzeć już od jakiegoś czasu, ale jeszcze nie miałam okazji. I jakoś tak wyszło, że w pierwszej kolejności przeczytałam książkę, która okazała się całkiem przyjemną lekturą.


Daggorhorn. Mała wioska, gdzieś w ciemnym lesie, od pokoleń nękana przez wilka. Ludzie starają się wieść normalne życie. Wśród nich mieszka Valerie, która jako dziewczynka stanęła oko w oko z wilkiem. Poznajemy ją gdy cała wioska szykuje się do sianokosów. Rodzice zaręczają ją z Henrym - synem kowala, a zdesperowana dziewczyna planuje ucieczkę z Peterem - przyjacielem z dzieciństwa. Jednak radosną atmosferę zabawy i pracy przerywa śmierć Lucie - starszej siostry Valerie. Wilk powrócił i okazuje się, że ofiary ze zwierząt przestają mu wystarczać. W wiosce zaczyna panować panika i coraz większy strach. Sprowadzony egzorcysta uświadamia mieszkańców, że wilk jest jednym z nich. Na niebie świeci krwisty księżyc i giną kolejni ludzie. Valerie po raz kolejny staje oko w oko z bestią i słyszy od niego groźbę, że jeżeli nie odejdzie z nim, zginą wszyscy, których kocha.
Wraz z rozwojem wydarzeń dowiadujemy się kto jest złym wilkiem i jaką decyzję podejmie główna bohaterka, ale nie znajdziemy tu w pełni baśniowego happy endu.


Poza zgrabnie wplecionymi elementami baśni Dziewczyna w czerwonej pelerynie przedstawia zawiłe ludzkie losy. Pokazuje, że między bielą, a czernią istnieje wiele odcieni szarości i nie wszystko jest takie, jak wydaje się na pierwszy rzut oka.
Postacie są wykreowane w taki sposób, że nie da się ich nie lubić. Zarówno pozytywni i negatywni bohaterowie są wyraziści, ale nie przerysowani.
W efekcie otrzymujemy zgrabnie napisaną książkę, którą czyta się naprawdę dobrze i szybko. Jak to w baśni...


okładka/wyzwanie: Grunt to okładka - zekranizowane

wtorek, 10 lutego 2015

Tort weselny - Blandine Le Callet

Lubię książki, które pod pozorem banalności czymś mnie zaskakują...


Jak tylko zobaczyłam okładkę z napisem Tort weselny spodziewałam się zwykłego czytadła. Ot, książka na zabicie czasu w zimowy wieczór. Jednak z każdą stroną przekonywałam się, że jest zupełnie inaczej.


Historia skupia się na weselu Berengère i Vincenta, ale wbrew pozorom nie znajdziemy tu cukierkowego opisu uroczystości. Całość poznajemy z punktu widzenia dziewięciu osób. Wśród nich są 8-letnia dziewczynka, młoda kobieta, którą rodzina uznaje za czarną owcę czy ksiądz udzielający ślubu głównym bohaterom.

Niektóre sytuacje pojawiają się w relacjach kilku bohaterów, co nadaje im pełniejszego opisu. Dzięki temu, że znamy sytuację z różnych stron lepiej rozumiemy bohaterów nie możemy ich jednoznacznie oceniać.

W czasie przyjęcia weselnego poznajemy kilka historii rodzinnych oraz dowiadujemy się o licznych przygotowaniach do imprezy.


Autorka nie boi się poruszać trudnych tematów. Opisuje środowisko, w którym rządzą konwenanse. Jedyne co się liczy się to wygląd, pozycja społeczna i pieniądze. Ale pozornie sielankowy obrazek zakłócają: dziecko dotknięte mongolizmem, czy ekscentryczni krewni. Odnawiają się dawno ukrywane urazy i pogłębiają się codzienne spory. Mimo to całość kończy się pewnego rodzaju happy endem, a większość bohaterów w czasie przyjęcia zyskuje.



Książkę czyta się jednym tchem. Z każdym kolejnym rozdziałem chcemy wiedzieć, co będzie dalej, aż nagle znajdujemy się na ostatniej stronie.
Niepozorna książka, a warto poświęcić jej kilka godzin.


okładka

niedziela, 25 stycznia 2015

Billie - Anna Gavalda

Tytułem wstępu.
Współczesna proza francuska. Można powiedzieć, że jest to dla mnie tzw. słowo klucz. Już nie pamiętam dokładnie ile lat temu pojawili się w moim literackim życiu m.in. Guillaume Musso, Marc Levy i Anna Gavalda, ale wiem, że było to bardzo udane spotkanie. Współczesna proza francuska ma w sobie tą nieuchwytną magię, która niezmiennie mnie urzeka i sprawia, że chcę coraz więcej.


Billie. Książka, która zahipnotyzowała mnie praktycznie od momentu premiery. Na początek delikatna i jednocześnie krzykliwa okładka. Potem niecierpliwe oczekiwanie na pojawienie się książki w bibliotece i możliwość zarezerwowania jej do przeczytania. Aż w końcu, tydzień temu Billie trafiła w moje ręce i zauroczyła mnie wszystkim. Zaczynając od dedykacji, a na ostatniej literze kończąc.

outsiderom. Małe słowo o wielkiej wadze, które prawie krzyczy tak. przeczytaj mnie. poznaj moją historię. też jestem warta/warty uwagi...


Ona. Porzucona przez matkę wychowuje się we współczesnych slumsach. Ojciec i macocha są, istnieją jak pozostali ludzie egzystujący na marginesie społeczeństwa.

On. Porządny chłopak z pozornie normalnej rodziny. Artysta, samotnik, gej, który szuka odskoczni w małym domku swojej babci.

Oni. Franck i Billie. Billie i Franck. Dwoje rozbitków, których drogi w pewnym momencie się przecięły. Dwoje rozbitków, którzy w pojedynkę nie daliby rady.



W ciągu bezsennej nocy Billie opowiada historię niezwykłej przyjaźni. Bardzo współcześnie dzieli swoją opowieść na sezony, z których każdy jest diametralnie inny mimo, że opowiada fragment z jednej całości.
Najważniejszy dla bohaterów wydaje się być pierwszy sezon. Podział na pary 'skazujący' bohaterów na wspólne przygotowanie sceny z dramatu Nie igra się z miłością. Długie godziny spędzone na próbach i dyskusjach budują między bohaterami niezwykłą więź, na którą nie mają wpływu żadne przeciwności. Z pozoru może się wydawać, że w pewnym momecie Franck i Billie stali się dla siebie obcymi ludźmi, ale jeżeli jedno znalazło się w kryzysowej sytuacji, to drugie mniej lub bardziej świadomie śpieszy mu na ratunek. Naczynia połączone, które nie są w stanie same egzystować.

Mimo pozornej brutalności Billie jest książką bardzo ciepłą, a nawet rodzinną. W pewien sposób oswaja outsiderów i pokazuje niezwykłą siłę przyjaźni. Przyjaźni, która przywraca chęć do życia i wyciąga z najgorszego życiowego bagna.

Nieco gawędziarski styl sprawia, że całość czyta się bardzo szybko. Nawet za szybko.
I zgadzając się z okładką mogę jedynie powiedzieć, że 'do Anny mam, żal tylko o to, że połknęłam jej książkę w jedną noc'.


źródło okładki http://www.wydawnictwoliterackie.pl/

środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie literackie 2014

Jako matematyk lubię różnego rodzaju zestawienia, tabelki i wykresy. W celach statystycznych oraz żeby zapanować nad książkowym chaosem prowadzę własne zestawienie.

W roku 2014 prezentuje się ono następująco.

Przeczytałam 124 książki, które w sumie miały 35172 strony. Najcieńszą z nich było opowiadanie Samsa in love autorstwa Harukiego Murakami - 8 stron. Na drugim końcu znajduje się podręcznik Flasha - 1337 stron.
Średnio na jedną książkę przypadło 286 stron (o 27 stron więcej niż rok temu), 50 z nich miało więcej niż 300 stron. Dziennie czytałam około 96 stron.

Zdecydowaną większość stanowiła literatura zagraniczna. Tylko 26 książek pochodziła z rodzimego podwórka.

W tym roku pierwszy raz zdecydowałam się na udział w książkowych wyzwaniach. W ramach 3 wyzwań czytelniczych przeczytałam w sumie 34 książki. I napisałam 24 recenzje.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy moja biblioteczka powiększyła się o 62 książki.


A na koniec mój prywatny, tegoroczny TOP 9 (kolejność losowa):


2. Jessica Brody - 52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca
7. John Green - Gwiazd naszych wina
8. Sheila Roberts - Słodsze niż czekolada
9. Fred Basten - Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz 



Oby przyszły rok obfitował w dużo, dobrych książek.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Sheila Roberts - Słodsze niż czekolada

zaczytaj się
Kto z nas nie lubi czekolady? Ciasta, musy, pralinki, lody, gorąca czekolada do picia i ta najzwyklejsza w tabliczkach. Gorzka, mleczna, deserowa, z dodatkami.

Czekolada w książce. Książka o czekoladzie. Zapowiada się obiecująco.


Trafiamy do małego, górskiego miasteczka Icicle Falls, w którym każdy zna każdego i gospodarkę napędzają lokalne firmy. Jedną z dum miasteczka jest rodzinna fabryka czekolady Słodkie Sny, znana z tego iż przepisy na czekoladowe specjały wyśniły się kolejnym pokoleniom zarządzającym firmą. Obecną szefową Słodkich Snów jest prawnuczka założycielki Samantha. Poznajemy ją w dość trudnej sytuacji. Ojczym przed śmiercią zadłużył fabrykę, matka jest w żałobie, siostry mieszkają z dala od domu i na domiar złego nowy kierownik banku oczekuje szybkiej spłaty zaległego kredytu.

Żeby ratować swoje czekoladowe królestwo Samantha wraz z siostrami i matką postanawiają na weekend poprzedzający Walentynki zorganizować Festiwal Czekolady. Od tego momentu dosłownie wszystko w książce kręci się wokół czekolady. Czekoladowy bal maskowy, specjalne menu z wykorzystaniem czekolady przygotowane przez lokalne restauracje i przede wszystkim dużo czekoladowych pyszności produkowanych z myślą o gościach festiwalu. W organizację angażuje się prawie całe miasteczko i z każdej strony widać rosnący entuzjazm, ale żeby nie było tak słodko pojawiają się mniejsze i większe przeszkody stawiające sukces festiwalu pod znakiem zapytania.


Słodsze niż czekolada należy do książek określanych mianem lekkie, łatwe i przyjemne. Od początku wiadomo jakiego można spodziewać się zakończenia. Wiodąca dwójka bohaterów przez ponad połowę książki kłóci się przy każdej możliwej okazji, by na koniec stać się szczęśliwą parą. Lokalna społeczność odznacza się wspólnym działaniem dla dobra wszystkich. Gdzieś w tle czają się legendy, tajemnice i odrobina magii. Zwycięża przyjaźń, miłość i inne pozytywne emocje. Dość schematyczna rzecz spotykana w wielu podobnych książkach, jednak nie przeszkadza to w spędzeniu kliku godzin z sympatyczną lekturą. Dodatkowym atutem są dołączone pod koniec książki przepisy na czekoladowe pyszności, które aż się proszą o wypróbowanie.



źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

niedziela, 7 grudnia 2014

Francuzki nie sypiają same - Jamie Cat Callan

kobieta, nodff

Można powiedzieć, że w literaturze (głównie amerykańskiej) panuje trend na książki poradnikowe czerpiące pełnymi garściami z francuskiego stylu życia.


Mimo, że mówią 'nie oceniaj książki po okładce', to w przypadku francusko-tematycznych książek nie da się przejść obojętnie obok subtelnie zaprojektowanych okładek. Tak było w przypadku Lekcji Madame Chic i podobnie jest teraz.

Przygodę z książką Francuzki nie sypiają same zdecydowanie należy zacząć od okładki. Wytłaczane litery, różne faktury, Wieża Eiffla i przede wszystkim bardzo kobiecy obraz. Wszystkie te elementy sprawiają, że chce się wziąć książkę do razu zacząć czytać.


Autorka skupia się na odkrywaniu Francuzki w każdej z nas. Jak wielokrotnie podkreśla treść książki powstała w oparciu o wiele rozmów z mieszkańcami Francji (zarówno kobietami i mężczyznami). Większa część książki skupia się na relacjach damsko-męskich. Przykładowo możemy przeczytać o wyższości spotkań w gronie przyjaciół oraz bliższych i dalszych znajomych nad randkami, które często okazują się totalnym niewypałem. Znajdziemy też fragment o tajemniczości i jardin secret. Do tego jeszcze punkt obowiązkowy mówiący o stylu ubioru i makijażu francuskich kobiet. A nawet odrobina francuskiej kuchni z przepisami, które aż proszą się o wypróbowanie w kuchni.


Całość czyta się lekko i dość szybko.
Może nie jest to pozycja wybitna ale pozwala zyskać świeże spojrzenie na swoje życie i relacje z otoczeniem.



źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

niedziela, 30 listopada 2014

Jestem najprzystojniejszym mężczyzną świata - Cyril Massarotto

Dobrze jest od czasu do czasu przeczytać bajkę. Albo chociaż historię ze szczyptą magii. Oderwać się od szarej rzeczywistości i dać ponieść fantazji.

Taką magię można znaleźć w prozie autorstwa Cyrila Massarotto. Nie inaczej jest z książką Jestem najprzystojniejszym mężczyzną świata.
Chociaż bardzo męska i emanująca zmysłowością okładka na to nie wskazuje, treść jest bardzo bajkowa i lekko moralizatorska.


Głównym bohaterem jest bezimienny mężczyzna opowiadający o swoim życiu. Urodził się jako wyjątkowo piękne dziecko. Jego matka przeczuwając możliwą przyszłość starała się zapewnić, aby nic nie popsuło urody syna i poniekąd izolowała go od społeczeństwa obawiając się reakcji ludzi. Późniejsze spotkanie ze znaną producentką filmową i nagonka medialna stopniowo pogłębiły osamotnienie chłopaka.

Zrezygnowany główny bohater ucieka w miejsce, w którym nie powinien być znany. Spotyka szamankę, dzięki której staje się najprzeciętniejszym człowiekiem na ziemi. Szczęśliwy w końcu może wyjść do ludzi nie wzbudzając powszechnej sensacji. Udaje mu się zyskać prawdziwego przyjaciela i wieść w miarę normalne życie. Aż po raz kolejny w swoim życiu trafia na producentkę telewizyjną i historia zaczyna się od początku...


Jak się skończy? Czy bohater w końcu znajdzie prawdziwe szczęście? Co niesie za sobą pewnego rodzaju popadanie w skrajność?

Żeby nie odbierać przyjemności z czytania pozostawię te pytania bez odpowiedzi. Niech każdy sam pozwoli sobie na chwilę bajkowości i morał niezwykle aktualny we współczesnym świecie.




źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

wyzwanie czytelnicze: Grunt to okładka - wielokrotność

niedziela, 23 listopada 2014

Nie całkiem do pary - Wendy Markham

Za oknem jesienne szarości przeplecione z długimi nocami.
Na co dzień mnóstwo obowiązków, ciągi cyferek, tabelki, spotkania...

Coraz bardziej chciało mi się, tak po prostu poczytać. Kilka godzin, czytadło, kubek gorącej herbaty, cicha muzyka w tle.

Po przejrzeniu zawartości półek wybór padł na Nie całkiem do pary. Wydawnictwo Harlequin znalezione w stopce redakcyjnej zapowiada, że nie jest to książka najwyższych lotów i tak też jest.


Fabuła jest dość przewidywalna. Tracey ma 24 lata, pełne kształty, nudną pracę i tkwi w nie do końca udanym związku. Rok przed wydarzeniami opisanymi w książce przeniosła się z małego miasteczka do Nowego Jorku zostawiając za sobą rodzinę z ich małomiasteczkowym życiem i problemami. Jej chłopak Will, jest zapatrzonym w siebie początkującym aktorem, który na całe lato wyjeżdża z teatrem na letnie występy. Zdesperowana i podłamana wyjazdem ukochanego Tracey, postanawia 'zabrać się za siebie' i zmienić swoje życie na lepsze. U jej boku zostają idealna blond przyjaciółka, ekscentryczny przyjaciel gej, wredny szef i grupa wsparcia w postaci koleżanek z pracy. Oczywiście pojawia się także Pan Idealny, którego początkowo główna bohaterka bierze za geja. I zgodnie z przewidywaniami po prawie 300 stronach Tracey jest pewniejsza siebie, rzuca pracę, rezygnuje z nieudanego związku i śmiało rusza w stronę świetlanej przyszłości. A schemat nieco przypomina uproszczoną wersję filmu Miłość i inne nieszczęścia.


Książkę czyta się bardzo szybko, tak akurat na jedno lub dwa popołudnia. Z pewnością za kilka dni nie będę pamiętała większości bohaterów czy treści, ale jako książka z gatunku lekkie, łatwe i przyjemne Nie całkiem do pary sprawdza się bardzo dobrze.



źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/

wyzwanie czytelnicze: Grunt to okładka - wielokrotność

poniedziałek, 10 listopada 2014

Wyspa dla dwojga - Mariusz Zielke

4 kobiety
4 obsesje
4 tajemnice
4 zbrodnie

Wysuszone papryczki chili w kształcie serca. Pierścionek. Plamy krwi.
Historie o miłości i zbrodni.

Bardzo prosta okładka, mówiąca tak wiele. Zapowiada się obiecująco. I tak też jest.


Niespełna 200 stron. Cztery historie, w których przeplatają się żądza, miłość, zbrodnia, tajemnica i wiele innych uczuć. Całość jest nieco mroczna, niejednokrotnie sięgająca do ciemnych zakamarków ludzkiej duszy.

Nieco przerysowane, pełne dynamizmu historie wciągają i dają do myślenia. Romans, którego nie było. Dyktatura, prowadząca niemal do obłędu. Odizolowanie na końcu świata i próba zmierzenie się z przeszłością. Miłość ocierająca się o terroryzm. Zwyczajnie niezwykłe i jednocześnie niezwykle zwyczajne. Tak odległe, a zarazem tak bliskie, że mogą się przytrafić nawet obok nas.



To było moje pierwsze spotkanie z prozą Mariusza Zielke. Przyznaję, że słyszałam już kilka pozytywnych opinii o jego twórczości, ale jakoś wcześniej trafiłam na jego książki. Tak naprawdę Wyspa dla dwojga trafiła do mojej biblioteczki przez przypadek i bez wątpienia pozostanie tam na dłużej, a ja z chęcią poznam inne książki tego autora.

I mimo prawie zachwytów nad całością jest jedna rzecz, do której mogłabym się ciut przyczepić. Czcionka w książce jest pogrubiona, co na początku czytania mnie trochę irytowało.


Podsumowując książka warta poznania.



źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/

wyzwanie czytelnicze: Grunt to okładka - wielokrotność

środa, 8 października 2014

#BlogerKsiążkiChowa

Hej.

Dziś przyszła moja kolej na schowanie książki w ramach II Festiwalu do Czytania.

Nadaję do was z miejsca, w którym właśnie schowałam książkę.


Zamiast wierszyka opowiem wam historię.


Jest w Olsztynie takie magiczne miejsce... Ciche i spokojne.
Na ogół mniej znane, bo na granicy dwóch "sypialnianych" osiedli.
Przy jednym ze skrzyżowań przytulone stoją kościół i szkoła.
Tuż przy nich maleńki stawek i park.
A jeśli w nim przysiądziesz to okoliczne drzewa opowiedzą Ci wiele ciekawych historii.

wtorek, 30 września 2014

Słodki zapach brzoskwiń - Sarah Addison Allen

Od momentu, w którym skończyłam czytać Słodki świat Julii, czaiłam się na inne książki tej autorki. Teraz przyszła kolej na Słodki zapach brzoskwiń.

Do pewnego stopnia wiedziałam, czego mogę się spodziewać po prozie Sarah Addison Allen i nie zawiodłam się czytając tą książkę.


Trafiamy do małego miasteczka Walls of Water w Karolinie Północnej. Niemal całe miasteczko zelektryzowane jest zbliżającą się galą, która ma uświetnić 75. rocznicę powstania Towarzyskiego Klubu Kobiet. Spośród mieszkańców miasteczka bliżej poznajemy czwórkę trzydziestolatków, którzy znali się za czasów szkoły, a teraz mają okazję poznać się na nowo i naprawdę.

Paxton - dawna szkolna Księżniczka, która nie potrafi się wyrwać spod bacznego i krytycznego spojrzenia matki.
Willa - sławna szkolna Królowa Przekrętów, która jako rekompensatę za "grzechy młodości" stara się wieść bardzo proste i odpowiedzialne życie.
Colin - bliźniak Paxton. Sztywniak ze szkolnych czasów, który przenosząc się z miejsca na miejsce stara się uciec przed strachem, że nie jest dość dobry, jak na swoją rodzinę.
Sebastian - jako nastolatek otrzymał etykietkę Świr. Za ekscentrycznym wyglądem ukrywał problemy rodzinne, a teraz po latach wraca do rodzinnego miasta jako pogodzony ze sobą, chociaż nie do końca pewny swojej wartości mężczyzna.

Gdy ścieżki tej czwórki coraz bardziej się krzyżują, możemy poznać wartość prawdziwej przyjaźni, takiej na całe życie, o jakiej ciężko jest we współczesnym świecie.
Do tego dorzucona jest odrobina tajemniczości i magii. Wszędzie unosi się duch minionej epoki i pojawia się tajemnica sprzed lat, którą głównie bohaterki, starają się za wszelką cenę rozwiązać.

Jak zwykle postacie drugoplanowe są charakterystyczne i nie stanowią jedynie mdłego tła dla całej powieści. Moje serce praktycznie od razu podbiła Rachel i jej "Kawologia".


I jak zwykle uzupełnieniem całości są delikatnie ukryte między stronami kulinaria.
Książka pachnie tytułowymi brzoskwiniami, pączkami w połączeniu ze świeżością trawy i przede wszystkim aromatyczną kawą i kawowymi słodkościami, które przygotowuje Rachel (aż chce się spróbować).

Całość czyta się niezwykle lekko i szybko (podobnie jak inne książki tej autorki). Największym atutem jest połączenie zwyczajności z odrobiną magii.


Polecam z kubkiem kawy na jesienny wieczór lub ze szklanką soku brzoskwiniowego w letnie popołudnie.



źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

czwartek, 25 września 2014

Trainspotting - Irvine Welsh

Najpierw były Dzieci z Dworca ZOO, potem Ćpun, Pamiętnik narkomanki, Hera moja miłość... i do tej pory, raz na jakiś czas sięgam po literaturę dotyczącą różnego rodzaju uzależnień.
Tym razem wybór padł na Trainspotting Irvine Welsha.


Razem z autorem 'lądujemy na podwórku' szkockich ćpunów, w sam środek uzależnienia. Bez żadnego ugrzecznienia.
Wszędzie pełno narkotyków, alkoholu, seksu, bójek...
Książka jest mocna. Język jest pełen wulgaryzmów i slangu.
[Po porównaniu z oryginałem wielkie brawa dla tłumacza, za możliwie wierne oddanie klimatu Edynburga widzianego oczami bohaterów.]



Z dotychczas poznanych przeze mnie książek o tej tematyce Trainspotting jest chyba najmroczniejszy i najbardziej odrzuca od wszelkiego rodzaju narkotyków. Czytając dowiedziałam się, że jest też film i już jestem ciekawa czy faktycznie jest jeszcze lepszy niż książka.




wyzwanie czytelnicze: Book-Trotter

źródło okładki: http://www.etiuda.net/

czwartek, 11 września 2014

Książki, które mają wpływ na moje życie


Od jakiegoś czasu po internecie krąży zabawa polegająca na utworzeniu listy dziesięciu książek, które na nas wpłynęły/utkwiły w pamięci/zrobiły na nas wrażenie...


Podwójna nominacja (Karolina, Marcin dzięki) w ciągu niecałych trzech dni więc trzeba było zabrać się za stworzenie mojego prywatnego Top 10.


I tu zaczęły się schody. Jako szanujący się mol książkowy, powoli dążący do 1000 przeczytanych książek, miałam nie lada problem, żeby wybrać tylko te 10.


Jednak po burzliwych obradach jury w składzie ja, ja i ja wybrało 10 książek, które mają wpływ na moje życie. Oto one (kolejność przypadkowa):

1. Paolo Giordano - Samotność liczb pierwszych
Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie.
Stoją na swoich miejscach w nieskończonym szeregu liczb naturalnych,
ściśnięte, jak wszystkie, między dwiema innymi liczbami,
ale mają w sobie coś, co różni je od innych.
To liczby podejrzliwe i samotne...
Książkowa miłość absolutna. Od pierwszego do ostatniego zdania.
Po prostu. I to nie tylko dlatego, że jestem matematykiem i przy okazji fanką liczb pierwszych.

2. Jay Asher - Trzynaście powodów
Mimo różnych opinii o Trzynastu powodach jest to książka, która niezmiennie rozbija mnie na milion kawałków i składa na nowo. Nie każdemu się spodoba, ale warto ją poznać.

3. Torey Hayden - Dziecko
Jedna z tych książek, które po przeczytaniu zostają dość długo w głowie.

4. Bolesław Prus - Lalka
Tak wiem. Taki wybór nie jest oczywisty, ale Lalka jest jedną z moich ulubionych lektur szkolnych.
I do tej pory powtarzam (teraz bardziej w formie anegdoty), że "nie ma to jak iść na maturę będąc przygotowanym tak naprawdę z jednej lektury i w nią trafić".
Tak, Lalkę miałam w małym palcu.
Tak, moje wypracowanie maturalne dotyczyło Lalki (i nawet byłam w stanie powiedzieć ile akapitów było wyciętych w cytowanym fragmencie).

5. Christiane F. - My dzieci z dworca Zoo
Wydaje mi się, że w życiu większości młodych ludzi przychodzi taki moment, w którym spotykają się z literaturą dotyczącą narkomanii. Pamiętnik narkomanki, Ćpun, Hera moja miłość... Jeszcze długo mogłabym wymieniać tytuły o różnego rodzaju uzależnieniach (bo do tej pory zdarza mi się sięgnąć po książkę o podobnej tematyce), ale to "dzieci" były pierwsze i stąd ich miejsce na liście.

6. Judy Budnitz - Gdybym Ci kiedyś powiedziała
Książka, którą bardzo przeżywałam czytając ją jakieś 8 lat temu. I od tamtej pory chcę ją mieć na swojej półce, żeby móc się nią delektować.
Książka, której tak naprawdę nie da się opisać, bo nieważne, co się powie i tak się spłyci treść.

7. Erica Bauermeister - Szkoła niezbędnych składników
Pozornie zwykłe czytadło, ale to chyba najbardziej apetyczna książka jaką czytałam. Pełna smaków, zapachów i nie do końca klasycznie przedstawionych przepisów. Niezmiennie inspiruje mnie kulinarnie. I już poluję na opis kulinarnych przygód kolejnych uczniów tytułowej szkoły.

8. Bohdan Butenko - Wesoła gromadka

Słuchajcie, dzieci, uczcie się,

jak to niegrzeczynym bywa źle!

Jeden z hitów dzieciństwa. Retro książka, a właściwie komiks opowiadający, co może grozić dzieciom za psoty i nieposłuszeństwo.

9. Nancy H. Kleinbaum - Stowarzyszenie umarłych poetów
O Kapitanie, mój Kapitanie...

10. Jean Webster - Tajemniczy opiekun
Była Ania, Pollyanna, Emilka i wiele innych dziewcząt, ale to właśnie Agata Abbott była idolką mojego dzieciństwa. Do tej pory z uśmiechem na ustach wracam do jej listów do Ojczulka-Pajączka-Długonóżka.
No OK. Do innych książek z dzieciństwa też wracam...



Na zdjęciu stosik z dziesięciu książek, tych z listy i tych, które prawie na nią trafiły.
No bo Władca Pierścieni, hobbici, elfy i cała reszta cudowności...
No bo Dzieci z Bullerbyn, pierwsza książka, którą pamiętam...
No bo twórczość Matthew Quick'a... i już z niecierpliwością czekam na jego kolejne książki...
No bo Księgi..., z którymi spędziłam sporo dzieciństwa...
No bo Zerko i cała reszta książek matematycznych, w tym momencie bardzo specjalistycznych...
No bo Po zmierzchu, które jest tak inne i jednocześnie tak normalne...
No bo jest przecież tak wiele książek...


A moje nominacje w poście na facebook'u.

niedziela, 7 września 2014

Łóżko - Janusz Leon Wiśniewski

Powoli zaczynam się się przekonywać do książek w wersji audio. Dobra książka + dobry lektor może stanowić idealny przepis na leniwe popołudnie.



Tym razem trafił mi się zbiór opowiadań autorstwa Janusza Leona Wiśniewskiego zatytułowany Łóżko.

Siedem różnych opowiadań, siedem różnych światów, siedmiu lektorów i wszystko, co tak bardzo charakterystyczne dla prozy Wiśniewskiego. Jest miłość, zdrada, samotność, szczypta nauki, a do tego świetnie dobrane głosy lektorów. Młodsze, starsze. Każdy pasujący do bohatera opowiadającego daną historię.


Jak w każdym zbiorze są lepsze i gorsze opowiadania.
Mnie szczególnie zauroczyły dwa opowiadania. Tytułowe 'Łóżko' będące subtelną historią odnajdywania siebie na nowo oraz przepełnione smutkiem 'Narodziny'.
'Sen' jest bardziej popularnonaukowym artykułem niż opowiadaniem, ale wypada na plus.
'Ranking emocji' jak dla mnie jest najsłabszym elementem całości, który momentami mnie irytował. A pozostałe opowiadania dobrze uzupełniają całość.


Dzięki temu, że do tej pory nie sięgnęłam po zbiory, w których pojawiły się omawiane tu opowiadania, lektura okazała się całkiem przyjemna. Książka jest różnorodna i dobrze się jej słucha.

Dobra książka na leniwe, letnie popołudnie.



wyzwanie czytelnicze: Grunt to okładka - erotyzm

źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/

piątek, 29 sierpnia 2014

Tłumaczka snów - Chitra Banerjee Divakaruni

Po przeczytaniu kilku stron wydawało mi się, że trafiłam na kolejne czytadło zabarwione nieco hinduską kulturą.
Po skończeniu czytania okazało się, że Tłumaczka snów jest głębszą lekturą, chociaż można w niej znaleźć trochę niedociągnięć.


Indie często oglądamy przez pryzmat Stanów Zjednoczonych czy
też Wielkiej Brytanii i tak też jest w tym przypadku.

Rakhi urodziła się i wychowywała w Kalifornii. Jej rodzice pochodzą z Indii i mimo, że Rakhi łaknęła jakichkolwiek informacji o kraju przodków, to rodzice wychowywali ją na typowo zachodni sposób. Rakhi jest rozwódką, ma sześcioletnią córkę, maluje i razem z przyjaciółką prowadzi (ich zdaniem) hinduską herbaciarnię. Rakhi ma jedną wyjątkowo denerwującą przypadłość - od czasu rozwodu jest bardzo nieufna i zrzędliwa, co sprawia, że od czasu do czasu ma się ochotę nią potrząsnąć, żeby nie zachowywała się jak rozkapryszona diwa.

Po śmierci matki Rakhi odkrywa pamiętniki matki, które otwierają magiczne drzwi do świata snu i Indii. Odkrywamy tu kolorowy, pełen smaków i zapachów świat, gdzie możemy spotkać tłumaczki snów z ich surowymi zasadami. A za rogiem trafiamy na małą restauracyjkę z lokalnymi przysmakami.

Całość czyta się bardzo dobrze, ale nie pasował mi tam wątek ataków z 11 września. Z jednej strony rozumiem, że miało to duży wpływ na życie "kolorowych" w USA, ale z drugiej strony zabiera on książce tą specyficzną hinduską magię.
Zakończenie jest dość niejednoznaczne i pozostawia możliwość kontynuacji.


Podsumowując Tłumaczka snów jest książką o poszukiwaniu siebie w rozerwaniu pomiędzy dwoma diametralnie różnymi kulturami. I egzotyczność hinduskiej kultury jest bez wątpienia dodatkową zaletą dla zachodniego czytelnika.



wyzwanie czytelnicze: Book-Trotter

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

piątek, 22 sierpnia 2014

Kochając Franka - Nancy Horan

Kupiona prawie zaraz po premierze i mimo licznych zachwytów ze strony rodziny jakoś nie mogłam się zebrać do tej książki. A teraz trochę żałuję że tak długo zwlekałam z czytaniem.

Kochając Franka jest fabularyzowaną biografią znanego architekta Franka Lloyda Wright opowiadającą o jego związku z Mamah Borthwick.

Akcja toczy się w latach 1907-1914. Autorka dokładnie oddała klimat początku XX wieku. Mamy tu poruszony problem sufrażystek i pozycji kobiet w ówczesnym świecie. Są spotkania ruchu kobiet, podziały na białych i kolorowych, nieufność wobec wykształconych kobiet i małżeństwo jako jedyna rzecz, do której powinna dążyć kobieta.
Całość skupia się na romansie Franka i Mamah oraz na konsekwencjach jakie ich zachowanie wywołało.

Historia opowiedziana jest głównie z punktu widzenia Mamah. Treść jest uzupełniona fragmentami jej dziennika oraz korespondencją między Mamah, a szwedzką pisarką Ellen Key.


Wartka akcja sprawia, że książkę czyta się dość szybko i nie jest męcząca, jak niektóre książki biograficzne. Warto przeczytać, chociażby po to, żeby poczuć klimat początku ubiegłego wieku.


wyzwanie czytelnicze: Grunt to okładka - sukienka

źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/

sobota, 16 sierpnia 2014

Nie odchodź, Julio - Ewa Barańska

Ot, zwykłe czytadło. Książeczka na jedno czy dwa popołudnia. A jednak ma w sobie coś, co ją wyróżnia na tle innych czytadeł. Jest tak zwyczajna, że aż miło.


Tytułowa bohaterka, Julia - zwyczajna nastolatka żyjąca w świecie nieco przerysowanych ludzi, dla których liczy się tylko opinia, kasa i dobra zabawa.
Wiktor - twardo stąpający po ziemi student, który na moment daje się zauroczyć imprezowym życiem.

Julia i Wiktor - dwoje młodych ludzi, którzy poznają się przez przypadek i nagle okazuje się, że łączy ich coś wyjątkowego.


A w tle szalone imprezy, intrygi, starożytność, trochę matematyki i ciężka choroba Julii.



Całość czyta się bardzo szybko i przyjemnie.
Jak dla mnie największym plusem książki jest jej normalność. Co prawda znajdziemy tu przerysowane zachowania elity, jak przykładowo imprezy. Ale autorka skupiła się bardziej na pokazaniu, że umysł ścisły też może być fajnym człowiekiem, a nie stereotypowym nieudacznikiem czy informatykiem w koszuli w kratę, czy też, że niektóre nastolatki interesuje historia starożytna, a nie tylko kosmetyki. Ponadto poruszony zostaje problem transplantologii, a sposób jego przedstawienia jest bardzo przystępny i zrozumiały nawet dla laika.

Podsumowując. Watro poświęcić tej książce swój czas.



wyzwanie czytelnicze: Grunt to okładka - sukienka

źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/